![]()
atomova
there are false friends everywhere, scary faces.
03.03.2011 :: 18:28 Komentuj (1)
oto idzie, raźnym, energicznym krokiem zawiedzione zaufanie. w imię czego?ja nie wiem. mówisz, chodźmy razem, zróbmy to, wpadnij zrobimy coś tam. po co? najwyżej mnie wystawisz, trudno. przyjaźń to dziwna rzecz, ona jest jest jest a potem nagle okazuje się, że przecież to fikcja. uroiło się w małej główce, pod tą zbyt już długą grzywką, że miałaś przyjaciół. o nie, nienie, nie ma tak dobrze, nie będzie tak, jak było, bo przecież nic nie było tak, jak ci się wydawało. naiwne stworzenie, gdy siedzisz tak sama, za oknem tylko śnieg, nikt nie przyjdzie, nikt nie spyta, czy wszystko w porządku. po prostu siedź sobie dalej, miej pewność, że nie wydarzy się nic. dawniej byłaś w stanie zrobić wiele, by wywołać uśmiech na cudzej twarzy. zawsze uważnie słuchałaś i pomagałaś jak tylko potrafiłaś. ale kiedy w zamian nie przyszło nic pozytywnego, po latach dopiero to zauważyłaś. otworzyłaś oczy i nikogo nie było obok, nikt nie zrobił nic, by pomóc tobie. dlaczego? ja nie wiem.
the distance from a to where you'd be.
20.11.2010 :: 22:47 Komentuj (0)
wraz z tobą zniknęła wena. wraz z tobą zniknęły emocje. wstyd mi. już od tylu miesięcy na tym blogu panuje bezproduktywna cisza, czuję się pusta w środku, brak pomysłu na siebie, na nowe zdania odbiera mi resztki pewności. od kiedy nie mam na co czekać, o kim myśleć tylko wegetuję w tym ciasnym otoczeniu codziennych spraw, które od tylu lat są niezmienne. dawniej celebrowałam każdą samotną chwilę, cieszyłam się pozornym spokojem i myślami uciekałam 200 km dalej. czasem nawet w nieistniejące światy, pełne czułych niemożliwości. teraz nic. bezmyślnie patrzę w szybę autobusu, jedyne co czasem przychodzi mi do łba to pytanie 'co będzie dalej?'. nie chcę wiedzieć. jeszcze niedawno myślałam o sobie, jak o szczęściarze. mówiłam, hej mam przyjaciół, mam dach nad głową i całkiem sprawny mózg. a teraz wiem,że z tych trzech rzeczy została tylko ta blacha dzieląca mnie od nieba.
kiedy w wieku osiemnastu lat traci się chęci do życia, nie może być dobrze. a przecież inni mają gorzej, jednak nie wytłumaczysz blondynce, której jedynym problemem jest złamany paznokieć, że ludzie umierają na wojnie. bo to nie jej świat, nie jej tragedia. ona będzie płakać cały dzień nad swoim różowym tipsem. i nie można jej za to winić.
don't ask how we gonna get there, we're almost there.
23.06.2010 :: 20:43 Komentuj (1)
wiosna, lato, jesień, zima, pogubiłam się nie wiem, co jest prawdziwe. setny raz popełniam te same błędy, a to chyba dyskwalifikuje mnie z grona osób mogących określić siebie mianem inteligentnych. owszem, wyciągam z tego wciąż te same wnioski, ale co z tego? zabrnęłam w to dalej, niż to było konieczne. deszczowo-nieświeża aura na zewnątrz jest powodem pojawiania się w mojej głowie natrętnych pytań o przyszłość. obawa przepełnia mnie, toczy od wewnątrz i nie pozwala uwierzyć, że przede mną dwa miesiące beztroski. beztroska chyba jest stanem utopijnym. nie istnieje. tak jak wiele innych rzeczy na tym świecie, które pokazują nam na płaskich czterdziestocalowych ekranach, monitorach, wyświetlaczach, kartach książek i gazet i karzą ślepo do nich dążyć, dążyć do szczęścia ogólnie definiowanego jako trójka uroczych blond dzieciaczków, piesek machający ogonkiem i pracowity porządny mąż lub żona. no i oczywiście samochód. nowy. to wszystko jest gówno warte, a jednak wszyscy świadomie lub podświadomie tego pragniemy. szczęścia, miłości, spokoju. jednym słowem nudy. uciekamy się do wszelkich niecnych i podstępnych czynów na drodze do osiągnięcia absolutnego ideału życia i nie zauważamy, że szczęście wciąż nie przychodzi. jesteśmy zbyt zajęci drogą do niego. a później leżąc w szpitalnym, pozornie czystym łóżku zastanawiamy się, po co to wszystko? czy nie wystarczyłoby uśmiechnąć się do sąsiada, zagadać do pani, która codziennie o ósmej trzydzieści rano siadała na ławce przed blokiem i patrzyła na park, pomóc tacie naprawić cieknący kran lub wyręczyć bliską osobę w domowych obowiązkach? może właśnie takie drobne wydarzenia składają się na dobrze przeżyte życie?
by the way i tried to say i'd be there waiting for...
07.06.2010 :: 19:05 Komentuj (3)
złośliwość losu kolejny raz dała o sobie znać. niby znalazło mnie to, czego szukałam, ale przecież nie takie miało być. nie o takim marzę, nie to widzę w snach. wszystko jak zwykle na opak. i słońce niby świeci, ale nie tak, jak bym chciała i trawa się zieleni, ale to nie ta zieleń. muzyka rozbrzmiewa w głowie, lecz znów to nie ta, którą pragnę słyszeć. może wybrzydzam, może trzeba brać co jest i nie zastanawiać się więcej. prawdopodobnie nic lepszego nie przyjdzie. to okrutne jak ciężko być marzycielem.
who wants to be alone
28.05.2010 :: 19:31 Komentuj (0)
jeden fałszywy ruch i znów niebo spada mi na głowę. nie widzę już nic poprzez zasłonę mgły na oczach. tylko jedna twarz. lewituję po raz kolejny i nie wiem, czy to się kiedyś skończy? trzy miesiące. prawie dwa lata. wróć. powiedz, że to nie tak miało być, że... sama nie wiem. powiedz cokolwiek.
przerażająca świadomość, że gdzieś tam jesteś paraliżuje mnie. boję się sama o siebie, że nie dam rady i znów upokorzenie zajrzy mi w twarz. i niekończące się pytania 'dlaczego?'.
bang bang my baby shot me down.
23.05.2010 :: 13:19 Komentuj (0)
wszechobecne olewactwo i zakłamanie sprawia, że obojętnieję na was. po co mi złe spojrzenia, wywracanie oczami, pretensjonalny ton i urażona duma? mam swój stary świat, okazuje się, że najlepszy. ale przecież czas nie stoi w miejscu, wszystko się zmienia, południe zalewa, na północy z nieba spada lód. w tak ciężkich czasach nie można być niczego pewnym. a pewność jest jedną z ludzkich potrzeb. wśród was pewność nie istnieje, jest tylko nie wiem, może, chyba, pewnie nie, pewnie tak. pieprzę to.
nadeszła pora, by nauczyć się, że tak naprawdę w życiu nie można na nikim polegać. no, może na jednej osobie. jak się poszczęści. czas porozmawiać poważnie, lub odseparować się od pewnych spraw.
czy jeśli nazywasz zbiorowość mianem powiedzmy 'x' to czy przy nieobecności podmiotu składowego powiedzmy 'z' powiedzmy 'y' zbiorowość ta nadal jest 'x'? odpowiedz sobie sam.
we're just two lost souls swimming in a fish bowl.
05.05.2010 :: 23:09 Komentuj (0)
ciekawe, jak przyziemne sprawy, małe 'prztyczki' od losu potrafią przywołać sceny tkwiące w głowie ciężkiej jak cegła, jak worek z cementem. subtelna nutka zapachu pod paznokciem, na koniuszku palców i wracają do mnie utęsknione pragnienia. kosmos znów spada mi na głowę i otacza gęstą, lepką chmurą zawiedzionych nadziei. po co, dlaczego piękne rzeczy kończą się w sposób tak okrutny?
ja tylko chciałam wiedzieć. chciałam dać więcej, niż mogłam i w efekcie straciłam głowę, instynkt samozachowawczy wrzuciłam na tory, pod pociąg i odjechałam, sądząc, że z każdym centymetrem zbliżam się do stanu idealnej równowagi. i co z tego wyszło? ból. okrucieństwo. brak zrozumienia. może nawet wielkie rozczarowanie?
wiem, jestem ostatnio monotematyczna. brak weny zagościł u mnie na stałe. pewnej nocy uderzył mnie pomysł na notkę idealną, ale niestety. uderzył i spierdolił. pozostaje mi tylko czekać cierpliwie, może coś się zdarzy? chociaż, jak to mówią, nie wywołuj płodu z lasu.
i have already paid for all my future sins.
18.04.2010 :: 19:50 Komentuj (1)
wypłakuję dziś całą wodę z organizmu, po co mi ona, niech wyleci oczami. chciałabym utopić w niej wszystko, a najbardziej te sny, które nie dają żyć. te spojrzenia, gesty, wspomnienia. ciebie.
kolejny raz wracam do przeszłości i zastanawiam się, czy nie zwariowałam. może to wszystko się śniło, może nie istniało na prawdę? może nic nie jest prawdziwe i w ogóle się nie urodziłam? nie ma mnie i dlatego nie możesz mnie pamiętać.
zagubiłam się, nie mogę znaleźć dna.
30.03.2010 :: 18:45 Komentuj (6)
każdy dzień przynosi nowe znaki zapytania, myśli nie dające spokoju, świadomość, że nie jesteś wart człowieku tych wszystkich chwil, tych nieobecnych spojrzeń w autobusie i ukradkowej wilgoci na policzkach. nie jesteś wart ognia, który trawi mnie od środka i chwil wahania przed ekranem komputera. w gruncie rzeczy nie jesteś wart niczego. kawał tępego skurwiela z ciebie ;] i właśnie dlatego tak ciężko mi zapomnieć.
niczego nie żałuję.
26.02.2010 :: 20:22 Komentuj (4)
'klik' i przestajesz istnieć. jeden ruch i wymazuję ciebie ze swojego życia. w mojej wyobraźni twoja martwa twarz spływa krwią, lekko się uśmiechasz. a ja odchodzę, zanurzam się w fali zapomnienia, zmrożone emocje. i nie zabieram ciebie ze sobą, jesteś już przeszłością, dawnym dreszczem rozkoszy. gdybym umiała, zapomniałabym na zawsze, ale żaden człowiek tego nie potrafi. nawet alzheimer nie uwalnia nas od ciężaru przeszłości, bo ona musi być, jest częścią nas. ty jesteś częścią mnie, tą, której trochę się brzydzę, tą, którą ukrywam. zastanawiam się, czy kiedyś ktoś zajmie twoje miejsce i odmieni moje myśli? czy znajdę kiedyś kogoś, komu wszystko się uda? odpowiedź jest tajemnicą, ale ją przeczuwam. od zawsze odnoszę wrażenie, że jestem wyjęta z epoki romantyzmu, gdzie tylko nieszczęście może być piękne. jeśli tak jest, to ja i moje życie jesteśmy jednym wielkim pierdolonym pięknem. przerostem treści nad formą.
nie chcę już więcej być kobietą, to bywa zbyt upokarzające. te wszystkie uczucia z tym związane i czynności, wykonywane niby z miłości a jednak jest w nich coś, co sprowadza nas do poziomu przedmiotu. a ja nie chcę być przedmiotem, chcę mieć swoją godność, a uczucia tę godność mi odebrały. i po trochu sama ją sobie odebrałam. czy nadmiar emocji i zaangażowania może mnie tłumaczyć? chyba nie. trzeba było siedzieć cicho, nie wychodzić z domu i nie zakochiwać się w... nieodpowiednich osobnikach.
so i cry hard let it fall.
21.02.2010 :: 14:53 Komentuj (0)
chciałabym posiadać funkcję 'zapisz tę chwilę na dysku'. zgromadziłabym całą wielką kolekcję fragmentów mego życia, mogłabym wracać do nich każdego wieczora, przeżywać je wciąż i wciąż od nowa, zatopić się we wspomnieniach nie gubiąc żadnego słowa, cichego szeptu, żadnego gestu. słoneczne dni z przyjaciółmi przeplatane słodkimi chwilami samotności, głośne koncerty rozbrzmiewające tysiącem dźwięków na zmianę ze spokojnymi momentami czułości. tak się boję, że zapomnę to wszystko, co najcenniejsze. przepełnia mnie strach, że wszystko to, co było w moim życiu tak cudowne, zniknie przytłoczone szarą rzeczywistością. a ja tak bardzo chcę pamiętać. wszystko. szczególnie ten weekend. chcę na zawsze zachować każde słowo, dotyk, każdy krok. i nawet ból. wszystkie rodzaje bólu. bo ten ból to także część mnie i część ciebie, wbrew twej woli.
ostatnie dni zostawiły we mnie ślad w postaci niewypowiedzianych myśli, tak wielu chaotycznych niezadanych pytań i wątpliwości. kolejny raz nie dostałam odpowiedzi. bo trudno o odpowiedź, gdy nie padło pytanie, czyż nie?
i'm on fire!
30.01.2010 :: 21:48 Komentuj (1)
przerażająca siła ludzkich instynktów nie tłumaczy tego, co dzieje się z moim ciałem. tysiące rozżarzonych igieł przeszywają mnie na zewnątrz i w środku, ogień trawi wnętrzności, a serce dawno spopielone. spokojny sen nie chce przyjść, śmiech nie przynosi ukojenia, a na alkohol mnie już nie stać. jedno spojrzenie wystarczyło, by spokój uleciał gdzieś w kosmos, jeden sen wystrzelił opanowanie na orbitę, a jedna rozmowa wypaliła dziury w osłonie racjonalnego myślenia. to obrzydliwie żałosne, jak wiele aspektów mojego życia zależy od ciebie. uzależnienie to przekleństwo.
miną wieki zanim wróci światło, miną światy zanim wróci spokój.
21.01.2010 :: 18:15 Komentuj (2)
w moim świecie masz moc równą bogu. w moim świecie odbierasz sens życia jednym słowem, gasisz słońce, zagęszczasz dym z papierosa by wypełnił mnie swoim trującym istnieniem aż po brzegi płuc, by osmalił serce tłustą sadzą. jesteś jak jedna z tych okropnych melodii, które nie chcą przestać rozbrzmiewać głęboko w mózgu. jesteś gorszy od plagi egipskiej, a równocześnie tak bardzo pożądany. chciałoby się wyplenić cię jak chwasta, potraktować jakąś nieznośnie smrodliwą i toksyczną chemią. ale co mały, nic nie znaczący człowiek może zrobić bogu? może tylko przestać wierzyć. a ja wciąż wierzę w ciebie, w twoją dobroć, szczerość. wierzę w to wszystko, choć tego nie doświadczam. bo na tym polega wiara, ma być naiwna i nielogiczna.
heaven's gonna burn your eyes.
12.01.2010 :: 18:52 Komentuj (1)
z uczuciami jest jak z alkoholem. gdy jest się pod ich wpływem, ma się pełną świadomość głupoty własnych zachowań, ale nic nie można na nie poradzić. i ja tak się czuję. jak pijana niepokojem, podchmielona pragnieniami, skacowana milczeniem. i nie potrafię powiedzieć sobie dość.
a 666 to numer Bestii.
04.01.2010 :: 17:47 Komentuj (2)
dziś szkoła utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem szatanem. chemia chemia i zadanie numer 6.6.6. trafiło do mnie, tablica, ja, śmiech klasy i niezmierna konsternacja pani Pukianiec. tak, to było coś. oprócz tego karteczka z podsumowaniem semestru i 69 godzin lekcyjnych opuszczonych, tak.
chciałoby się natarczywie i panicznie szukać kontaktu z tobą, ale te wszystkie myśli i niepokoje nie pozwalają. marzy się jakaś krótka rozmowa, coścoś cokolwiek, ale nie chce się być, jakby to ująć, zbyt często zauważalną. śni się, że się jest i jest się razem choć na chwilę, ale śnić jest źle takie rzeczy, całkiem bez sensu. zastanawiać się można tylko, czy to się uda, czy to przejdzie, ta ustawa, panie prezydencie? czy podróż ta istotnie możliwą jest? czy doświadczy się fizycznych i metafizycznych uniesień o porankach, wieczorach i przed obiadem? pytania się nie kończą, ale cóż, skoro nikt nie odpowiada.