![]()
atomova
niczego nie żałuję.
26.02.2010 :: 20:22 Komentuj (4)
'klik' i przestajesz istnieć. jeden ruch i wymazuję ciebie ze swojego życia. w mojej wyobraźni twoja martwa twarz spływa krwią, lekko się uśmiechasz. a ja odchodzę, zanurzam się w fali zapomnienia, zmrożone emocje. i nie zabieram ciebie ze sobą, jesteś już przeszłością, dawnym dreszczem rozkoszy. gdybym umiała, zapomniałabym na zawsze, ale żaden człowiek tego nie potrafi. nawet alzheimer nie uwalnia nas od ciężaru przeszłości, bo ona musi być, jest częścią nas. ty jesteś częścią mnie, tą, której trochę się brzydzę, tą, którą ukrywam. zastanawiam się, czy kiedyś ktoś zajmie twoje miejsce i odmieni moje myśli? czy znajdę kiedyś kogoś, komu wszystko się uda? odpowiedź jest tajemnicą, ale ją przeczuwam. od zawsze odnoszę wrażenie, że jestem wyjęta z epoki romantyzmu, gdzie tylko nieszczęście może być piękne. jeśli tak jest, to ja i moje życie jesteśmy jednym wielkim pierdolonym pięknem. przerostem treści nad formą.
nie chcę już więcej być kobietą, to bywa zbyt upokarzające. te wszystkie uczucia z tym związane i czynności, wykonywane niby z miłości a jednak jest w nich coś, co sprowadza nas do poziomu przedmiotu. a ja nie chcę być przedmiotem, chcę mieć swoją godność, a uczucia tę godność mi odebrały. i po trochu sama ją sobie odebrałam. czy nadmiar emocji i zaangażowania może mnie tłumaczyć? chyba nie. trzeba było siedzieć cicho, nie wychodzić z domu i nie zakochiwać się w... nieodpowiednich osobnikach.
so i cry hard let it fall.
21.02.2010 :: 14:53 Komentuj (0)
chciałabym posiadać funkcję 'zapisz tę chwilę na dysku'. zgromadziłabym całą wielką kolekcję fragmentów mego życia, mogłabym wracać do nich każdego wieczora, przeżywać je wciąż i wciąż od nowa, zatopić się we wspomnieniach nie gubiąc żadnego słowa, cichego szeptu, żadnego gestu. słoneczne dni z przyjaciółmi przeplatane słodkimi chwilami samotności, głośne koncerty rozbrzmiewające tysiącem dźwięków na zmianę ze spokojnymi momentami czułości. tak się boję, że zapomnę to wszystko, co najcenniejsze. przepełnia mnie strach, że wszystko to, co było w moim życiu tak cudowne, zniknie przytłoczone szarą rzeczywistością. a ja tak bardzo chcę pamiętać. wszystko. szczególnie ten weekend. chcę na zawsze zachować każde słowo, dotyk, każdy krok. i nawet ból. wszystkie rodzaje bólu. bo ten ból to także część mnie i część ciebie, wbrew twej woli.
ostatnie dni zostawiły we mnie ślad w postaci niewypowiedzianych myśli, tak wielu chaotycznych niezadanych pytań i wątpliwości. kolejny raz nie dostałam odpowiedzi. bo trudno o odpowiedź, gdy nie padło pytanie, czyż nie?
i'm on fire!
30.01.2010 :: 21:48 Komentuj (1)
przerażająca siła ludzkich instynktów nie tłumaczy tego, co dzieje się z moim ciałem. tysiące rozżarzonych igieł przeszywają mnie na zewnątrz i w środku, ogień trawi wnętrzności, a serce dawno spopielone. spokojny sen nie chce przyjść, śmiech nie przynosi ukojenia, a na alkohol mnie już nie stać. jedno spojrzenie wystarczyło, by spokój uleciał gdzieś w kosmos, jeden sen wystrzelił opanowanie na orbitę, a jedna rozmowa wypaliła dziury w osłonie racjonalnego myślenia. to obrzydliwie żałosne, jak wiele aspektów mojego życia zależy od ciebie. uzależnienie to przekleństwo.
miną wieki zanim wróci światło, miną światy zanim wróci spokój.
21.01.2010 :: 18:15 Komentuj (2)
w moim świecie masz moc równą bogu. w moim świecie odbierasz sens życia jednym słowem, gasisz słońce, zagęszczasz dym z papierosa by wypełnił mnie swoim trującym istnieniem aż po brzegi płuc, by osmalił serce tłustą sadzą. jesteś jak jedna z tych okropnych melodii, które nie chcą przestać rozbrzmiewać głęboko w mózgu. jesteś gorszy od plagi egipskiej, a równocześnie tak bardzo pożądany. chciałoby się wyplenić cię jak chwasta, potraktować jakąś nieznośnie smrodliwą i toksyczną chemią. ale co mały, nic nie znaczący człowiek może zrobić bogu? może tylko przestać wierzyć. a ja wciąż wierzę w ciebie, w twoją dobroć, szczerość. wierzę w to wszystko, choć tego nie doświadczam. bo na tym polega wiara, ma być naiwna i nielogiczna.
heaven's gonna burn your eyes.
12.01.2010 :: 18:52 Komentuj (1)
z uczuciami jest jak z alkoholem. gdy jest się pod ich wpływem, ma się pełną świadomość głupoty własnych zachowań, ale nic nie można na nie poradzić. i ja tak się czuję. jak pijana niepokojem, podchmielona pragnieniami, skacowana milczeniem. i nie potrafię powiedzieć sobie dość.
a 666 to numer Bestii.
04.01.2010 :: 17:47 Komentuj (2)
dziś szkoła utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem szatanem. chemia chemia i zadanie numer 6.6.6. trafiło do mnie, tablica, ja, śmiech klasy i niezmierna konsternacja pani Pukianiec. tak, to było coś. oprócz tego karteczka z podsumowaniem semestru i 69 godzin lekcyjnych opuszczonych, tak.
chciałoby się natarczywie i panicznie szukać kontaktu z tobą, ale te wszystkie myśli i niepokoje nie pozwalają. marzy się jakaś krótka rozmowa, coścoś cokolwiek, ale nie chce się być, jakby to ująć, zbyt często zauważalną. śni się, że się jest i jest się razem choć na chwilę, ale śnić jest źle takie rzeczy, całkiem bez sensu. zastanawiać się można tylko, czy to się uda, czy to przejdzie, ta ustawa, panie prezydencie? czy podróż ta istotnie możliwą jest? czy doświadczy się fizycznych i metafizycznych uniesień o porankach, wieczorach i przed obiadem? pytania się nie kończą, ale cóż, skoro nikt nie odpowiada.
cisza i wiatr, słońce i radość.
29.12.2009 :: 16:39 Komentuj (2)
ostatnie dni były dobrymi dniami. niesamowite, jak po 2 tygodniach czarnej rozpaczy można docenić drobne radości. michałki pod choinką, wódkę z sokiem, taniec, przyjaciół, nawet proste 'o fu!' i jabłkowy tytoń w fajce wodnej. i jedno połączenie telefoniczne. życie potrafi się czasem uśmiechnąć.
ale co z tego, skoro sylwester znów jest jedną wielką niewiadomą, kiedy w styczniu sprawdzian goni sprawdzian, a ja nic nie umiem, kiedy ferie zapowiadają się bardzo niepewnie. przyszłość mnie przeraża. przyszłość rzadko przynosi coś dobrego.
wyciąć siebie jak pryszcza photoshopem.
17.12.2009 :: 17:31 Komentuj (2)
bo ja tu nie pasuję. zaburzam idealny obraz i fonię. zawsze gdzieś z boku lub w tle udaję, że jestem we właściwym miejscu i czasie, ale moja nieadekwatność rzuca się w oczy, mimo że ja sama pozostaję niezauważona. zawsze tak było. nigdy nie miałam swojego miejsca, zawsze na doczepkę, jak piąte koło u wozu. trzecia do pary.
a gdyby tak po prostu zniknąć? rozpłynąć się gdzieś w kałuży? lub w ogóle się nie urodzić, o ile prościej byłoby nie istnieć.
counting every second down, every minute every hour.
10.12.2009 :: 19:02 Komentuj (1)
czas. mój największy wróg, największy strach. boję się, że mi go zabraknie, taki mały paradoks. nie zdążę przeżyć swojego życia tak, jak bym chciała. a przecież wcale nie chcę tak wiele. tylko paryż nocą. tylko domek w górach, chociaż na jeden weekend. i nad morzem. i z tobą i bez ciebie. i w las i w miasto. gitara i ognisko, tylko jezioro, łódka. tylko kilka dobrych książek, magicznych płyt. koncerty, przyjaciele, zabawa. tylko szczęście, czy to dużo? w XXI wieku chyba jednak tak...
like ancient bruises i'm awake to feel the ache.
04.12.2009 :: 19:32 Komentuj (0)
zastanawiające, jak skrajne potrafią być sny jednej nocy.
gdy już udało mi się zapaść w niespokojne objęcia morfeusza powrócił do mnie najgorszy koszmar. byliśmy w samochodzie, ja i on. nie wiem jak się tam znalazłam, ale mam podstawy sądzić, że zawlókł mnie tam siłą. w jego oczach nie mogłam dostrzec niczego poza nienawistnym fanatyzmem. z szyderczym śmiechem szaleńca przyspieszył do 200 kilometrów na godzinę i mamrotał, że musi zabić nas oboje, bo jesteśmy ciężarem dla mojej matki. przepełniona strachem, obojętna na smak upokorzenia błagałam go, by się zatrzymał. próbowałam wytłumaczyć mu, że zabijając mnie nie sprawi, że będzie lepiej. w głębi duszy miałam nadzieję, że jakoś uda mi się uciec, a on rozbije się na najbliższym zakręcie, z jego ciała zostanie tylko krwawa, w niczym nieprzypominająca człowieka miazga. co prawda on nigdy go nie przypominał. dla mnie zawsze był potworem. co więcej, myślałam, że już dla mnie nie istnieje. a jednak, nigdy nie pozbędę się wydarzeń z przeszłości. zawsze wrócą, by zakłócić mój sen.
po tych scenach pełnych strachu w mojej głowie pojawił się obraz, który nigdy nie był i nie będzie rzeczywisty. skrajność, ale w drugą stronę. bliskość, ciepło, radość. banał.
cela śmierci.
28.11.2009 :: 23:51 Komentuj (3)
trzeba być zdrowo kopniętym w mózg, by słuchając lejdi gagi czytać o seryjnych mordercach. no naprawdę, co jak co, ale to już przegięcie chyba. siedzę na kanapie, ze słuchawkami na uszach, bujam się w rytm mało ambitnej muzyki i czytam o portrecie psychologicznym mordercy. ale to nie koniec! bardziej przejęłam się losem tych morderców, niż ich ofiar. po przeczytaniu o sposobach egzekucji byłam bardziej poruszona niż po lekturze opisów zbrodni.dziwna sprawa, do tej pory uważałam siebie jedynie za lekko nawiedzoną, ale teraz to sama nie wiem, co mam o sobie myśleć. cóż, może to z niewyspania.
kieszenie jak ocean, a ręce mam w kieszeniach.
25.11.2009 :: 11:59 Komentuj (0)
to dziwne, jak proste potrafią być marzenia. tak pięknie proste, a nie do urzeczywistnienia.
marzyłam dziś. o tym, że pojedziemy w podróż. spotkamy się gdzieś na północy i razem wyruszymy na południe. będziemy jechać przez pola i lasy. będziemy zatrzymywać się nad jeziorami, by kochać się na opuszczonych pomostach, w świetle księżyca. zabierzemy autostopowicza i zaprzyjaźnimy się z nim. będziemy spać na sianie, zatrzymywać się w małych miasteczkach.
staniemy się świadkami ludzkich tragedii i radości, będziemy śpiewać proste piosenki, patrząc na siebie, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy. trzymając się za ręce przemierzymy cały kraj. i nawet, jeśli wszyscy naokoło powiedzą, że jesteśmy niepoważni, nie zmienimy się. i będzie nam razem dobrze.
ale to tylko marzenia, a one się nie spełniają. rodzą się tylko po to, by kurewsko utrudniać egzystencję.
czy w ogóle zobaczysz, czy w ogóle usłyszysz?
24.11.2009 :: 20:56 Komentuj (2)
od lat nie było takiej jazdy, bo tu są same gwiazdy.
20.11.2009 :: 20:50 Komentuj (2)
jem marchewki, bo ponoć rosną od tego cycki.
słucham muzyki, bo czym jest życie bez ukochanych dźwięków
i tekstów? czasem coś przeczytam, coś obejrzę, posprzątam,
porozmawiam.
ogółem robię wszystko,żeby się nie uczyć.
i żeby zapomnieć.
dziś przez chwilę miałam ochotę tańczyć i śpiewać, tak po prostu,
ale potem był wf i znowu żyć się odechciało.
kolejny weekend przesiedzę na łóżku obłożona zeszytami,
wmawiając sobie, że rozumiem, co czytam.
o poniedziałku nawet nie myślę, bo po co, mało mam zmartwień?
otóż niemało.
zrobiłabym sobie kawę, ale kuchnia tak daleko.
nie mam nawet do kogo zawołać 'hej, ty zrób mi kawę'
a byłoby miło, gdyby był taki ktoś.
mógłby mi nawet odpowiedzieć.
'sama sobie zrób' . byle by był.
zaśnij, bo opowiem mamie, co się tobie w nocy śni.
07.11.2009 :: 23:50 Komentuj (1)
moje sny doprowadzają mnie do szaleństwa.
budzę się i przeklinam głośno, że nie są prawdziwe,
że nie ma ciebie obok.
moje ciało cicho krzyczy, gdy jadę autobusem,
gdy próbuję się skupić na polskim, kiedy jem swoje trzecie śniadanie.
metafizyczne doznania przerodziły się w fizyczny ból.
w tysiące igieł, w żywy płomień. mogę go ugasić, ale wraca
ze zdwojoną mocą.
pada deszcz we wszystkich moich światach,
twarze wykrzywione gniewem i głosy pełne pretensji.
wstyd na przemian z pragnieniem.
widzę coraz gorzej.